GRZEGORZ URBAN - FOTOGRAFIA

www.grzegorzurban.pl

Zapiski z podróży

dzień 1 Polska 11 04 2007  Pożegnanie pod domem. Ruszyliśmy. Przez Polskę przyjemnie. Dziennikarze w Siemiatyczach. Odwiedzamy siostrę i jej nową rodzinę w Lublinie. Wiosna, zapach tanich perfum podlotków stojących na wiejskich przystankach autobusowych na Zamojszczyźnie.


dzień 2 Ukraina 12 04 2007  Gładkie przejście przez granicę, lubią pieczątki. Piękne kobiety na ulicach miasteczek. Śpimy po środku megahektarów pola. Pięknie się jechało


dzień 3 Rumunia 13 04 2007 Dzisiaj przejechaliśmy 600km. Super góry. Przydrożne wioski. Cygańskie dzieciaki na kolorowym wozie ciągniętym przez szkapę.


dzień 4 Bułgaria 14 04 2007 Ładna pogoda. Ciepło. Miasto Shumen. Odwiedzamy supersympatyczne koleżanki Siostry; Sonię i Kamelię, jemy z nimi pyszny obiad. Monumentalny pomnik 1300lecia państwa bułgarskiego. Fajna jazda przez góry w kierunku Turcji. Jak w Bieszczadach, pierwsze wywrotki na motocyklu na błotnistym biwakowisku.


dzień 5 Turcja 15 04 2007 Rano przekroczenie granicy tureckiej. Trochę biurokracji. Opłaty ok. 20 euro (wiza/zielona karta 30dni)Istambuł - piękne miasto, port, wędkarze, meczety, bazarowe uliczki. Policja na starym GS-ie. Uprzejmy taksówkarz odprowadza nas do wylotówki. Zamieszanie z bramkami na autostradzie.


dzień 6 Turcja 16 04 2007 Jazda przez góry 1400mnp - wysokość drogi wg GPS, szczyty jeszcze wyżej. Ujemne temperatury. Cały czas pada śnieg. Marzniemy jak cholera. Błogosławię grzane rączki i szeroko rozstawione cylindry boxera. Śpimy w hoteliku a moto na posterunku policji. Gorący prysznic. Dzieciaki przed hotelem biegały do kawiarenki internetowej, sprawdzając jakieś zwroty po angielsku i próbowały z nami gadać 'my name is....' :)


dzień 7 Turcja 17 04 2007   Rano pakujemy moto przed posterunkiem policji. Bardzo mili policjanci. Rozmawiają, częstują nas kawą. Potem piękna jazda przez góry. Już nie tak zimno przystanek w wiosce na wzgórzu. Rozmowa z miejscowym lekarzem. Znowu herbata. pada rozrusznik w GS-ie. Nocna jazda w kierunku morza przez zabite dechami wioski. Znajdujemy nieczynny kamping na plaży. Super miejsce na spanie.


dzień 8 Turcja 18 04 2007  Awaria rozrusznika. Niełatwy demontaż urządzenia. Okazało się, że odklejone magnesy ze stojana zablokowały wirnik. Przykleiliśmy je klejem dwuskładnikowym Śliwki (Daniela). Pracowaliśmy nad tym 12 godz. Cały dzień. Pogoda marna, ciągle padało. Nastroje kiepskie.


dzień 9 Turcja 19 04 2007  Rozrusznik kręci, Hurra!!!! jedziemy. Znowu deszczowo, tel. do Radia. Nie działa ładowanie w GS-ie. biwakujemy nad strumieniem. Wieczorem analizuję schematy elektryczne. Znajduję prawdopodobną przyczynę usterki.


dzień 10 Gruzja 20 04 2007 Rano naprawiam ładowanie. Wjeżdżamy do Gruzji. Zwiedzanie Batumi, nocleg w Domu Kultury zorganizowany przez tutejszego komendanta policji. Gruzińska policja wnosi moto po schodach do środka. Silne chłopy!


dzień 11 Gruzja 21 04 2007 Piękna, surowa, dzika i prawdziwa Gruzja. Cudowne wioski, piękne górski drogi. Nocleg na łąkach nad rzeką. Trochę nas straszy jakieś auto-gruchot kręcący się po okolicy w nocy.


dzień 12 Gruzja 22 04 2007 Piękna jazda przez góry, Tbilisi, Wybieramy drugą bardziej malowniczą drogę w stronę Azerbejdżanu niż mamy papierach - inne przejście graniczne. Nocleg w dolinie z widokiem na ośnieżone szczyty Kaukazu.


dzień 13 Gruzja 23 04 2007 Nie przepuścili nas Gruzini tym przejściem. Zawracamy na Czerwony Most. Po drodze do granicy azerskiej miasto Rustawi. Bloki stojące pośrodku zielonej doliny wśród pasących się owiec. Kolosalne wrażenie odrapanych zniszczonych 10 piętrowych bloków w tej górskiej dolinie. Miasto owoc centralnego planowania wybudowane z niczego w ciągu kilku lat. Monumentalne i przytłaczające. Ktoś kiedyś wskazał to miejsce na mapie mówiąc: Tu powstanie nowe miasto. Granica azerska. Nie udało się dzisiaj jej przekroczyć. Zamieszanie z mapami; sprawdzali je, stwierdzili że są nielegalne, że granice na nich nie takie jak oni by chcieli. Coś w związku z konfliktem w Górnym Karabachu. Nie chcą zrozumieć że takie mapy można w każdym sklepie w Europie kupić. Wszystko bardzo nieprzyjemnie. Grube basiory w okrągłych czapach. Problem z wjazdem moto. Dają nam wizę tranzytową na 72h na pojazdy, podczas gdy my mamy 30 dniowe wizy turystyczne. Decydujemy się wrócić na noc do Gruzji i przekroczyć granicę rano aby jak najlepiej (nie jechać w nocy) te 72h wykorzystać. Śpimy w tanim obskurnym hotelu (15 dolarów za dwóch) bez ciepłej wody ale z niedźwiedziem w klatce przed budynkiem. W miarę dobre jedzenie, haciapuri - placek z serem, pycha. Pani z obsługi mówiąca z obleśnym uśmiechem że może dla nas zrobić wszystko :) Dziękujemy grzecznie nie korzystamy.


dzień 14 Azerbejdżan 24 04 2007 Przekroczenie granicy zajęło ok. 3 h. Mnóstwo opłat i łapówek które od nas wymuszono. Moto dostały 72 godzinne wizy, Żądano jednak byśmy płacili roczny podatek drogowy – 50dol. Daleko od cywilizowanych standardów, 10dol do ręki celnika załatwiało sprawę. tragiczna jazda przez Azerbejdżan. Strasznie zimno, deszcz jak cholera, dziurawe i nieprzewidywalne drogi. Ludzie bardzo niesympatyczni wszędzie obłazi nas tłum, pytają tylko o wartość moto. Paskudne gęby. Oszukują nas w przydrożnym barze. Jedyny pozytywny wczyt to policjant częstujący nas herbatą. Śpimy w krzakach niedaleko głównej drogi.


dzień 15 Azerbejdżan 25 04 2007 Drugi dzień jazdy do Baku. Dalej pada, zimno i paskudne błoto Duże odcinki drogi w remontach. Na prom dojeżdżamy po południu (ok. 16). Kupujemy bilety. Typ nas oszukuje, koszt biletu 147.5dol/os (85 moto,55 osoba, 7.5 opłata mostowa) Prom 'uchodzi' w międzyczasie. Musimy czekać na drugi. Wycieczka po Baku i okolicach. Wszędzie pola naftowe. Muzeum 'Świątynia Ognia'. Śpimy w kamieniołomie pod miastem. Mamy dość Azerbejdżanu.


dzień 16 Azerbejdżan 26 04 2007 Dziś zaczęły się nasze pięciodniowe wizy do Turkmenistanu. Prom ma być o 10 rano, czekamy cały dzień. Nikt nic nie wie. Ładujemy się dopiero o północy po 14h czekania. Poznajemy ekipę z Turkmenistanu. Swojskie chłopaki: Zachar, Rusłan i reszta.


dzień 17 Morze Kaspijskie 27 04 2007 Na promie, kolejna łapówka za kabinę. Dużo śpimy. Prom miał dopłynąć na godz. 18stą, o 18tej rzuca kotwicę u wybrzeży Turkmenistanu. Dalej nikt nic nie wie. Stoimy do rana!!!!! Gramy w karty z nowymi znajomymi.


dzień 18 Turkmenistan 28 04 2007 Prom podnosi kotwicę w południe i po około godzinie rozpoczynamy odprawę graniczną. Koszmar, kilka godzin i milion formalności. OC, podatek drogowy, kompensacja ceny paliwa dla zagranicznych turystów, dezynfekcja, 'mostowa' i od cholery innych opłat. Przeszukanie bagaży. Ruszamy dopiero około 7 wieczorem po jakichś 6 godzinach odprawy. Ruszamy w trasę, dostajemy pozwolenie tylko na przejazd jedną drogą. Mamy dokumenty z narysowaną dozwoloną trasą, które sprawdzają na policyjnych punktach kontrolnych. Zostało 2.5 dnia ważności wiz i ponad 1300km pustyni do przejechania. Śpieszymy się. Jest ciśnienie. Piękna jazda po górskiej drodze z widokiem na szmaragdowe Morze Kaspijskie. Tankujemy ( 25 litrów benzyny za 0.5dolara czyli 10000 ichniej waluty) Przejeżdżamy około 300km, przy drodze pasą się wielbłądy. Śpimy w pustyni


dzień 19 Turkmenistan 29 04 2007 Pomykamy przez Turkmenistan. W miarę dobra droga. Gorąco. Zaliczamy wypadek. Nagle zahamowuję próbując skręcić w drogę w lewo. Śliwka gapi się, przypieprza w tył mojego motocykla kończąc wywrotką. Jasna cholera. Jestem wściekły, jeszcze tego nam było trzeba, tak mało czasu zostało. Tracimy parę godzin na posklejanie połamanych motocykli i poklepanie zmasakrowanego kufra.


dzień 20 Turkmenistan 30.04 2007 Dziś kończy się nasza wiza. Pędzimy dalej. Spotykamy rowerzystę z Norwegii. Typ ostrzega by się spieszyć bo granica turkmeńsko - uzbecka nie jest otwarta 24h, tylko zamykają ją na noc. Speedy przez Turkmenabad. Noc, często gubimy drogę na ciemnych nieoznakowanych uliczkach. Przekraczamy rzekę Anadurię. Jesteśmy na granicy 1.5h przed końcem ważności wiz. Co z tego, granica już zamknięta. Negocjujemy ze służbą celną - straszą nas deportacją. Oddajemy im paszporty. Pijemy wódkę z miejscowym policjantem w jego 52 urodziny. Śpimy pod bramą. Mamy nadzieję że wszystko będzie dobrze.


dzień 21 Uzbekistan 01 05 2007 Budzimy się w strasznym kurzu. Dookoła tłum z pakunkami, jak na środku bazaru. Męcząca odprawa, jakoś poszło, jedziemy do Bukhary. Nocleg w hotelu. Śmierdzimy strasznie. Wszystkie nasze ubrania trzeba zamknąć w łazience. Porządny prysznic i idziemy obejrzeć zabytkowe miasto. Kolacja u lokalnej rodziny.


dzień 23 Uzbekistan 03 05 2007 Jazda przez pustynię i step w kierunku Samarkandy. Strasznie gorąco. Zatrzymujemy się na nocleg w górach w zielonej dolinie. Cieszymy płuca świerzym soczystym powietrzem. Ulga po ostatnich dniach upalnej pustyni. Spanie pod gwiazdami bez namiotu.

dzień 22 Uzbekistan 02 05 2007 Dzwonimy do domu i radia. Śliwka załatwia przesłanie tylnej opony z Polski na adres ambasady w Kazachstanie. Spawamy połamane stelaże od kufrów. Śpimy w stepie.


dzień 24 Uzbekistan 04 05 2007 Dojeżdżamy do Samarkandy. Nocleg w B&B w całkiem miłym standardzie. Wycieczka po mieście, nieostrożnie piję wodę z kranu na podwórku przydrożnej restauracji. Daniel zwraca uwagę, że zbiornik był uzupełniany wiadrem z pobliskiej rzeczki :) Za późno. Dostaję biegunki także zwiedzam dość dokładnie i te ciemne zakamarki miasta z rolką papieru toaletowego w garści :)


dzień 25 Uzbekistan 05 05 2007 Rano śniadanie w hotelu. Potem bazar, wynajmujemy taksówkę – osiołka. Po południu ruszamy w kierunku Taszkentu, dojeżdżamy wieczorem, zbyt zmęczeni by iść gdziekolwiek śpimy w B&B


dzień 26 Uzbekistan 06 05 2007 Taszkent - Duże cywilizowane miasto - jak europejskie. Nie bardzo czuć już tu Azję. Idziemy na bazar. Kupuję sukienki dla sióstr.


dzień 27 Kazachstan 07 05 2007 Wjeżdżamy do Kazachstanu. Sprawne przekroczenie granicy. Bardzo dobra droga. Piękne zielone góry. Wyścigi koni.


dzień 28 Kazachstan 08 05 2007 Dojeżdżamy do Ałma Aty. Szukamy znajomego, u którego mamy zostać w gościnie. gubimy się z Danielem. kończy mi się paliwo gdzieś w środku miasta. Nie mogę zostawić załadowanego bmw by iść szukać stacji. Po kilku godzinach znajdują mnie i jedziemy do domu do Ajdosa, który kiedyś studiował w Polsce.


dzień 29 Kazachstan 09 05 2007 W gościnie u kazachstańskiej rodziny. Odpoczynek i relaks. Bardzo serdeczni ludzie. Po południu idziemy na 'grilla' do sąsiadów. W menu: wódka, piwo, lokalny przysmak koktał - wędzenie ryby i wódka. Załatwiam się dobrze, Śliwka trwa do końca. Wieczorem bania – poezja, od razu lepiej.


dzień 30/31 Kazachstan 10/11 05 2007 Relaks. Odwiedzamy polską ambasadę. Jesteśmy bardzo serdecznie przyjęci. Odbieramy oponę. Dostajemy samochód z kierowcą, który pomaga w załatwieniu rejestracji naszych wiz i jest naszym przewodnikiem po mieście. Przyjemnie, czujemy się jak ktoś ważny. Nie musimy się męczyć na motocyklowych siedzeniach.


dzień 32 Kazachstan 12 05 2007 Odbieramy paszporty z rejestracji. Opuszczamy Ałma Aty kierując się na północ w stronę jeziora Bałchasz. Kończy się asfalt, jedziemy 600km ścieżką przez step.


dzień 33 Kazachstan 13 05 2007 Piękna jazda przez stepy, nie spotykamy śladu człowieka.


dzień 34 Kazachstan 14 05 2007 Jedziemy w kierunku granicy Rosji, kierując się na Leninogorsk. Dojeżdżamy do szlabanu w parku narodowym - okazuje się, że przejście graniczne przez Góry Ałtajskie jeszcze jest w budowie. Przyjaźni strażnicy parku mówią by poczekać na służbę graniczną, że ona nam doradzi jaką obrać trasę. Przyjeżdża straż. Nowy nadgorliwy komendant stwierdza, że na wszelki wypadek nas zatrzyma do wyjaśnienia (w praktyce aresztuje). Paranoiczna sytuacja, nie wiemy co mamy wyjaśniać, dlaczego jesteśmy zatrzymani. Komendant informuje o nas swoich przełożonych, oni wydają polecenie by dostarczyć nas do głównej kwatery ok. 150km. Uzasadniają że prawdopodobnie nielegalnie chcieliśmy przedostać się do Rosji.


dzień 35 Kazachstan 15 05 2007 Po nocy spędzonej na przesłuchaniach i wyjaśnieniach rano mamy być eskortowani do kwatery głównej pograniczników. Okazuje się jednak, że jedyny ich środek transportu - stary i wysłużony ułaz odmawia współpracy. Naprawiają go już od rana. Zniecierpliwieni tą całą sytuacją pomagamy w naprawie. Przy pomocy przenośnego multimetru, który zawsze mam w dalekich podróżach, wykrywam przerwę w obwodzie cewki zapłonowej ułaza.  Okazuje się być spalona. Oczekiwanie na nową i wymiana zabiera resztę dnia. Wyjeżdżamy pod wieczór by po kilku godzinach jazdy (rozklekotany ułaz nie wyciągał więcej niż 60km/h) dowiedzieć się w głównym sztabie, że wszystko z nami w porządku i możemy jechać dalej. Ot, takie małe formalności, dla nas strata 36godzin i mnóstwo nerwów. Tam czas płynie inaczej


dzień 36 Rosja 16 05 2007 Przekraczamy granicę Rosji. Wszystko kulturalnie i przyjemnie. Nikogo nie dziwi dwóch brudnych i mizernych 'biznesmenów' na motocyklach - mieliśmy biznesowe 3 miesięczne wizy wjazdowe :)


dzień 36/37 Rosja 17/18 05 2007 Piękna jazda przez Góry Ałtajskie. Niesamowite widoki, super droga. Matuszka Rasija nas żegna. Czujemy, że to już ostatni na pewien czas kontakt z cywilizacją. Spanie w schronisku. Wieczorem ruska bania.


dzień 39 Mongolia 18 05 2007 Droga wiedzie coraz wyżej, dojeżdżamy do przejścia, o dziwo nowy i ładny budynek. Sprawna odprawa. Jesteśmy po drugiej stronie. Poraża księżycowy krajobraz, aż piszczy w uszach. Pustka. Brak jakiejkolwiek roślinności czy aktywnego życia. Kosmos. Niesamowite. Pierwszy kamping na wysokości dobrze ponad dwóch tysięcy metrów. Zimno


dzień 40 Mongolia 19 05 2007Gdy się budzimy jest szron na namiotach, szybkie śniadanie i jazda. Główna droga w kierunku Ułan Bator oznaczona grubą czerwoną kreską na mapie w rzeczywistości jest tylko wyjeżdżonym śladem wśród skał i szczytów mamy tego ok 2000km . Będzie frajda.


dzień 41 Mongolia 20 05 2007 Powoli zaczynamy się przyzwyczajać do kosmicznego krajobrazu.  Jazda niezła ale bardzo męcząca trzeba uważać na ostre kamienie i dziury. Widziałem orła, który momentalnie wystartował  spłoszony dźwiękiem silnika. Potężny, mógłby mnie unieść razem z motocyklem. Dojeżdżamy do pierwszej wioski, nie ma jurt , są jakieś gliniano kamienne lepianki. Wzbudzamy niezłe zainteresowanie wśród miejscowych. Jeden z nich mówi dobrze po rosyjsku i zaprasza nas do siebie. Jak mówią, są z pochodzenia Kazachami. Częstują nas ciasteczkami własnej roboty, są bardzo życzliwi. Śliwa przypomina sobie o malowankach i kolorowych długopisach zabranych z Polski 'dla dzieci mongolskich' rozdajemy je dzieciakom, cieszą się bardzo.


dzień 42Mongolia 21 05 2007 Droga na mapie wiedzie przez rzekę - pamiętamy, że aktorzy na filmie LWR robili duży objazd. Próbujemy zasięgnąć języka u lokalnych, ciężko się dogadać jakoś wnioskujemy, że dałoby się przejechać. Jak się okazuje rzeka całkiem szeroka podzielona na trzy nurty. Nie obejdzie się bez rozładowywania moto. Przechodzimy najpierw pieszo szukając najlepszego miejsca. Zaczynamy powoli przenosić rzeczy. Gdy jesteśmy na drugim brzegu widzimy dwóch Mongołów na koniach przy naszych motocyklach. Za wszelką cenę chcą nam pomóc. Pomagają przenieść bagaże. Dajemy im po dolarze, ucieszeni odjeżdżają. Daniel chce coś nakręcić, nie może znaleźć kamery, szukamy wszędzie. Po chwili zdajemy sobie sprawę gdzie się podziała. Kurwa mać. Dopiero zaczynamy przejazd przez Mongolię a nie będziemy mogli tego najważniejszego etapu zarejestrować. Jeszcze była w niej prawie pełna kasetka. Straciliśmy akcję z granicy kazachstańskiej i piękne Góry Ałtajskie.


dzień 43Mongolia 22 05 2007 Trochę smutno bez kamerki, jakoś się do niej przyzwyczailiśmy rejestrując codziennie nasz video dziennik. Była jakby trzecim uczestnikiem podróży. Wątpię czy coś znajdziemy przed Ułan B. Nic, będę starał się robić jak najwięcej fot.


dzień 44 Mongolia 23 05 2007 Po ciężkiej jeździe przez góry w Śliwki transalpie pada sprzęgło. Chyba je spalił przy próbie wyjechania z głębokiego piachu. Załamka. Nie mamy nic zapasowego dookoła, ani śladu człowieka. Holuję go nad rzekę gdzie  będzie można postawić namioty i rozebrać hondę. Spalone na amen!!! po zdjęciu dekla śmierdzi jak z wędzarni. Daleko nam od śmiechu. Pojawia się para sympatycznych Mongołów, którzy chcą nam jakoś pomóc. Rozmawiamy za pomocą słowniczka mongolsko-angielskiego. Częstujemy ich zupką chińską i polską mielonką zachowaną specjalnie na Mongolię. Strasznie im smakuje. Zapraszają nas na jutro do siebie do jurty. Idziemy spać w nienajlepszych nastrojach.


dzień 45 Mongolia 24 05 2007 Idziemy do jurty. Tam dogadujemy się że z najbliższej miejscowości - Ok 10km co jakiś czas jeździ ciężarówka do Ułan Bator. Dostajemy od gospodarzy pstrągi i trochę suszonego sera. Mówią że pokażą nam drogę. Idziemy się pakować. Śliwa skręca moto, ja piekę ryby w popiele. Są pycha. Holuję hondę - teren bardzo ciężki, GS-iak  nieźle się przegrzewa ale nie mamy wyjścia. W miasteczku organizujemy transport. Do U. B. jest około 800km drogi, mówią, że zajmie im to dwie doby. Pakujemy trampka i Śliwkę na ciężarówkę. Zaraz ich gubię, mają swoje własne szlaki.


dzień 46 Mongolia 25 05 2007 Cieszę się samotną jazdą. Mogę trzymać swój rytm, pogoda niezła, dużo szybkich odcinków równej piaskowej drogi, Dojeżdżam do Karakorum. Trochę zwiedzam, kupuje jakieś drobiazgi. SMS od Śliwki że jest ok, coś o jakiś baranach - nieczytelne.


dzień 47 Mongolia 26 05 2007 W nocy burza piaskowa, mało nie odleciałem z namiotem. Wszędzie piach, zgubiłem mapę, jadę sporo na siagę tylko na waypointy z GPS. Piękna tęcza. Późnym wieczorem dojeżdżam do Ułan Bator, Śliwka przyjeżdża taksówką, zadziwia mnie organizacją. Honda w garażu ambasady. Jest jakiś miejscowy mistrz motocrossu co pomoże znaleźć sprzęgło. Namieszał też nam bazę w polskiej parafii. Nieźle. Śliwka powiada przygodę z baranami. Gdy jechał ciężarówką gdzieś w środku nocy nagle zatrzymali się w jakiejś wiosce. Za oknem masakryczny krajobraz - wypatroszone barany wiszące na płocie. Ekipa zaczyna je ładować na pakę. Śliwa widzi że akcja potrwa kilka godzin. Zimno jak cholera, więc zaczyna pomagać. Przypadły mu łby  baranie i odcinanie kopyt od skór. Niezła fucha cholera wie gdzie, w środku nocy brrr...


dzień 48/49/50 Mongolia 27/28/29 05 2007 Mieszkamy u polskich katolików: Rafała, Gośki, ich synka Zbyszka i tajemniczej pani Violi. Są bardzo gościnni, opowiadają o trudach życia tak daleko od kraju. Odpoczywamy, kąpiemy się (ostatni porządny prysznic prawie dwa tygodnie temu jeszcze w Rosji :) ).Robimy pranie a w zasadzie płuczemy kilka razy nasze ubrania z piachu. Naprawiamy sprzęta, sprzęgło znajdujemy na motocyklowym szroto-warsztacie w dzielnicy slumsów. Kawa u ambasadora który okazuje się być miłośnikiem czarno białej fotografii. Mój temat, jest o czym miło pogawędzić. Trochę zwiedzamy, jemy tanie i dobre jedzenie w restauracjach stolicy. Pies zjada karimatę Daniela, myślę, że pachniała mu baraniną :) Kupujemy kamerkę!!!


dzień 51 Mongolia 30 05 2007 Po południu wyjeżdżamy świezi i wypoczęci. Dobra droga asfaltowa w kierunku Rosji, wieczorem zjeżdżamy w plener by coś nagrać z Mongolii. Śpimy w polu konopii :)


dzień 52 Rosja 31 05 2007 Bezproblemowo przekraczamy granicę rosyjską. Jesteśmy na Syberii. Zielono tu i pięknie. Śpimy w sosnowym lesie. W nocy pada deszcz ze śniegiem.


dzień 53 Rosja 01 06 2007 Jedziemy nad Bajkał, po drodze odwiedzamy świątynię buddyjską 'Dacan Iwałgiński'. Mają tu tak zwane święte ciało, czyli zwłoki typa który zamedytował się na śmierć i od siedemdziesięciu lat siedzi w pozycji lotosu. Ciało jego ku zdziwieniu całego świata nie gnije nie będąc zabalsamowane. Mnisi mówią że naukowcy pobierający próbki krwi delikwenta stwierdzili, że ta krew jest jak z żywego człowieka. Ciekawe. Niestety cud jest pokazywany dla publiki tylko dwa razy do roku. Akurat wczoraj był jeden z nich. Mamy dobry bajer, że z Polski jechaliśmy na uroczystość 'tolko my nie uspieli, daraga dalieka' :) I działa! Specjalnie dla nas otwierają akwarium ze świętym trupem. Wygląda nieźle - taki chudy staruszek. Mnich tłumaczy że ciało poci się bo bardzo  dziś gorąco. Nieźle. Pomykamy dalej i zatrzymujemy się na noc w miejscowości Babuszkin nad Bajkałem. W 'gostinicy' nocuje też małżeństwo Niemców, jadą do Mongolii na dwóch GS-ach r80. Super! będzie z kim pogadać.


dzień 54 Rosja 02 06 2007 Rano po całonocnej imprezie (nocowało z nami jeszcze dwóch Rosjan, także skład był międzynarodowy jak z dowcipów) Daniel ma problemy ze zdrowiem. Trochę chyba przedobrzył. I tak nigdzie byśmy nie dojechali bo na dworze biało jak w środku zimy. Zostajemy jeszcze jeden dzień. Jest co robić. Przerabiam z Niemcami serwisówkę od GS-a


dzień 55 Rosja 03 06 2007 Śnieg stopniał więc możemy jechać. Żegnamy się z Niemcami. Oni na Ułan Ude my w kierunku Irkucka. Miasto fajne - ma klimat, coś jak Poznań lub inne średniej wielkości polskie miasto. Nie czuć że jesteśmy na Syberii. Dużo czasu nam schodzi na znalezieniu polskiego kościoła ,o którym słyszeliśmy w ambasadzie w Ułan Bator. W końcu znajdujemy. Gości nas brat Paweł polski zakonnik - zakręcony motocyklista. Jest fajnie.


dzień 56 Rosja 04 06 2007 Kupujemy bilety na transsyberyjską do Moskwy na 8-go czerwca, jest więc kilka dni żeby odpocząć i pomyszkować po okolicy. Jedziemy do Listwianki – turystycznej miejscowości nad Bajkałem, tam zwiedzamy muzeum jeziora ( w końcu jakieś muzeum, chyba pierwsze i jedyne podczas całej podróży :) )


dzień 57/58/58 Rosja 05/06/07 06 2007 Jedziemy na małą wycieczkę do znajomych Pawła w sąsiednim mieście - Bracku. Dystans niewielki jak na Syberię – 600km w jedną stronę. Śliwka trochę marudzi na te dodatkowe kilometry, ale w końcu się zbiera. Po dobrych kilku godzinach jazdy przed miastem witają nas miejscowi motocykliści, nie wiem skąd się dowiedzieli, że będziemy. Chyba Paweł dał znać. W mieście odstawiamy motocykle i przesiadamy się na tylne siedzenia ścigaczy naszych rosyjskich kolegów. Czuję się jak blondynka jadąc bez kasku na tylnym 'siedzeniu' sportowego kawasaki. Runda po mieście i jedziemy na grilla. Regularna impreza się zapowiada, dużo alkoholu a do tego suszone ryby, które skubie się tu do piwa jak u nas chipsy.


dzień 59 Rosja 08 06 2007 Pakujemy motocykl do bagażowego transsyberyjskiej. Nie było łatwo, wagon na wysokości dobrze ponad metra. Dobrze, że Paweł był z nami - pomógł zorganizować kilku robotników żeby podnieść moto. Żegnamy się i ruszamy w drogę. Przed nami trzy doby i 5 tysięcy km do Moskwy.


dzień 60/61 Rosja 08/09 06 2007 Pomykamy transsyberyjską, jest miło i przyjemnie, wagon w niezłym standardzie, cały czas o naszą wygodę dbają dwie sympatyczne stewardessy. Jest wrzątek i zestawy obiadowe sprzedawane przez 'babuszki' na stacjach. Mój ulubiony to jajko na twardo, kotlet, ziemniaki i ogórek kiszony. Prawie jak w domu, pycha. Pościel przyjemna i pachnąca zachęca do spania. To i korzystamy, dużo śpimy. Za oknem zielone krajobrazy, co raz przejeżdżamy też przez jedną z wielkich rzek Rosji. Gramy w w karty i domino ze współtowarzyszami podróży.

 



c.d.n...............